Dokąd zmierza logopedia? Czy ten zawód wymiera?
Liczby są dosłownie bezlitosne!
10 lat temu w Polsce rodziło się ok. 370 tysięcy dzieci rocznie, a dziś około 240 tysięcy… To nie jest absolut lekki spadek. To dramatyczny zjazd – rodzi się o 130 tysięcy dzieci mniej w ciągu dekady, czyli 10 lat! Nic dziwnego, że na grupach logopedycznych zauważyłam już dwukrotnie zadane pytanie: czy w takiej sytuacji warto iść w logopedię? Co dalej z zawodem?
Dziś podzielę się swoją zupełnie subiektywną opinią. To moja perspektywa- logopedki.
Tak, dzieci rodzi się mniej i nie ma co ukrywać, to dramatyczny spadek, absolutnie nie „pomijalny” i „jakoś przejdzie bokiem”.
To jednak wbrew pozorom nie oznacza, że pacjentów będziemy mieć mniej. Po pierwsze – żyjemy dłużej i chcemy żyć w zdrowiu. Po drugie mamy większą świadomość zdrowotną względem swoich dzieci i bliskich, a po trzecie medycyna rozwija się w szalonym tempie, więc coraz częściej trafiają do nas dorośli pacjenci np. po udarach, z chorobami neurodegeneracyjnymi, po wypadkach, którzy chcą powrócić do zdrowia lub je utrzymać na najwyższym możliwym poziomie. Rozwinęła się także chociażby gałąź implantacji ślimakowej (moja ukochana dziedzina) i dziś wielu dorosłych ma wszczepiany implant gdy traci słuch i wymaga wtedy pomocy logopedycznej, a jeszcze dwie dekady temu była to w Polsce skala dosłownie marginalna, żadna, bo programy implantacji dopiero ruszały.
Logopedia po prostu przestaje być zawodem głównie skierowanym do dzieci.
Chociaż nadal dzieci to nasz główny filar i jeszcze długo tak będzie. Dodatkowo mniejsza ich liczba nie powoduje mniejszej liczby w gabinecie, bo paradoks polega na tym, że choć dzieci rodzi się mniej… są one diagnozowane częściej i trafiają na terapię te, które 10–15 lat temu w ogóle by nie przyszły. Rodzice są bardziej świadomi. Specjaliści szybciej kierują na konsultacje i w ogóle wiedzą o naszym zawodzie. Nie „czekają do szkoły”, żeby zobaczyć, czy samo przejdzie i zacznie lepiej mówić. Do gabinetów trafiają dzieci z trudnościami, które były 10-15 lat temu bagatelizowane i pomijane. Już malutkie nieprawidłowości artykulacyjne, problemy z przetwarzaniem słuchowym (o tym kiedyś zupełnie nikt nie wiedział) – dziś rzadziej zostają bez wsparcia (nie mówię, że zawsze, ale rzadziej).
A spektrum autyzmu? Specjalnie do tego artykułu sprawdziłam i… – skokowy wzrost diagnoz… skokowy to mało powiedziany, drastyczny! Nie znalazłam i chyba nie istnieje żaden oficjalny spis, ale jest informacja orzeczeniach co myślę, że oddaje częściowo tendencję. W roku szkolnym 2010/2011 około 5951 uczniów miało orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego z powodu spektrum autyzmu/zespołu Aspergera. A już w roku szkolnym 2023/2024 było to… 101 999 uczniów z takim orzeczeniem. Liczba wzrosła ponad 17-krotnie w ciągu 13 lat (!). Wiedziałam, że jest wzrost, ale nie, że aż taki…
Niedowiarkom wrzucam namiar na publikację.
Źródło: Oficyna wydawnicza Impuls https://share.google/gP72kCOzA3EBDqXQg
Oczywiście wciąż trwa dyskusja, czy faktycznie rodzi się więcej dzieci ze spektrum, czy po nauczyliśmy się je lepiej rozpoznawać czy dzieci z trudnościami mają wpisane „spektrum”, żeby otrzymać pomoc. Moim zdaniem to te trzy czynniki, jednak niezależnie od tego- realnie oznacza to więcej pacjentów, którzy wymagają terapii logopedycznej.
Nasza praca, więc nie kończy się jak kiedyś na „wadzie wymowy” i „nie mówi”. Obejmuje już pacjentów ortodontycznych, dorosłych po udarach, osoby z implantami ślimakowymi, pacjentów starszych… Zakres naszych dzialań, logopedy, cały czas się poszerza.
Wracam do pytania- czy logopedia wyginie?
Moim zdaniem – nie. Zmieni się, a raczej już zmienia struktura pacjentów. Jednak zapotrzebowanie na logopedów nie maleje. Wręcz przeciwnie – poszerza się na nowe grupy. Mniej dzieci to jednak niezaprzeczalny fakt. Więcej świadomości, więcej diagnoz, więcej możliwości medycznych i dłuższe życie to także fakt.
Dlatego nie uważam, że nasz zawód, logopedy, wymiera. Uważam, że przechodzimy pewną… ciekawą transformację. Ciekawe co wydarzy się dalej…!

